część 5: Wspomnienia byłych uczniów o szkole
Marzec 2, 2007 przez Andrzej Wantulok
Złożony w ramach Serial: o szkole
Cytuję wywiad z kroniki szkolnej PSP Gnojnik od roku 1950.
- Upływa szybko życie – Aurelia Szkutowa
Była jedną z pierwszych uczennic gnojnickiej szkoły. Gdy 1 września 1950 roku rozpoczęła tam naukę, wspomina, że był to zwyczajny budynek gospodarski ze stodołą, oborą, końmi, krowami i drobiem; bez urządzeń sanitarnych – po prostu stary wiejski dom z grubymi murami i przeciekającym dachem. Szkoła zajmowała w tym domu zaledwie dwa pomieszczenia. Resztę zajmowali gospodarze i warsztat szewski. Koło szkoły był staw i młyn. Wesoło było, bo każda klasa coś z tego miała. I tak pod oknem naszej klasy swoim pianiem popisywał się kogut, grzebiąc razem z kurami. Przez drzwi, które dzieliły kuchnię gospodarzy od naszej klasy, słychać było głośne rozmowy. W drugiej klasie były też drzwi, przez które wkradał się zapach skóry i butów. Jeszcze inna klasa miała tę wygodę, że kiedy uczniowe śpiewali, a trochę im nie szło, szewcy za drzwiami pomogli, wystukując młotkami do rytmu. Szkoła była bogata w parę ławek, tablicę, jakieś krzesła i stoliki dla nauczycieli. Po czasie gospodarze wyprowadzili się, a w ich mieszkaniu urządzono kuchnię szkolną. Kawałek równego terenu za stodołą – to było nasze boisko. Tam grywałyśmy matkę – grę, a chłopcy zwyczajnie po swojemu kopali w piłkę. Wiosną ćwiczyliśmy tam tańce na festyn. Niestety czas pracował na naszą niekorzyść. Jeszcze festyn, jeszcze wycieczka i nastało gruntowne przygotowanie się do egzaminów końcowych. Po egzaminie trzeba się było ze szkołą pożegnać. Wspominając te dawne chwile, rozważam od początku wszystkie wydarzenia i chciałabym w imieniu moich rówieśników podziękować naszym kochanym nauczycielom za to, że w tych trudnych warunkach swoją postawą, pracą i przykładem sprawili, iż stała się z nas wesoła, zgrana paczka niebojąca się życia nie bojąca się życia i żegnająca swą nieokazałą, lecz ukochaną szkołę ze łzami w oczach. Kiedy to wszystko wspominam, to nasuwa mi się wiersz:
Dzisiaj dorosła stoję przy tobie,
spełniłaś, szkoło, zadanie swe,
W mej myśli ciągle powtarzam sobie
To, czego ty, szkoło, uczyłaś mnie
Uczyłaś kochać swoją ojczyznę,
Obywatelem uczciwym być,
Dzieciom dać język w spuściźnie
I zawsze jedni dla drugich żyć!
- Drugą osobą, która wspomina te dawne czasy, jest Zygmunt Rakowski, według którego – we wspomnieniach „…jak potok płynie czas” – budynek nie od razu służył w całości szkole. Mieścił on również warsztat szewski. W rezultacie nauce towarzyszył turkot maszyn, stukot młotków i szewskie pogawędki. Dalej wspomina dwa stawy obok szkoły, które dostarczały gnieżdżącym się tam bocianom ogromne ilości żab. Droga do szkoły między stawami kojarzyła mu się ze skaczącymi pod nogami żabami. Oczywiście była to uciecha dla chłopców i duży strach dla dziewcząt. Był też prawie 400-letni dąb-olbrzym, nieodłączny towarzysz zabaw podczas przerw, kiedy to trzymając się za ręce dzieci próbowały objąć pień tego kolosa. Nie ma już dębu. Ścięto go, by nie zagrażał budynkowi szkolnemu. Układał z kolegami pod nadzorem nauczyciela płytki betonowe około 1957 roku na miejscu zwykłej ścieżki. Wspomina również męki przeżyte na lekcjach kaligrafii czy rysunków. Natomiast niepowtarzalne wrażenia na nim zostawił teatr kukiełkowy, zapał, z jakim ćwiczyli przedstawienia oraz emocje, które towarzyszyły występom.
